• Wpisów:15
  • Średnio co: 111 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:26
  • Licznik odwiedzin:2 096 / 1789 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Chyba.. Chyba jest nie tak. Chyba wszystko traci na znaczeniu.

Czas to sobie w końcu powiedzieć:
"Dziewczyno! Przetrwałaś śmierć własnego Ojca. Dałaś sobie radę z tak trudną tęsknotą. Straciłaś kogoś kto Cię stworzył. Kogoś kto jest częścią Ciebie. Przeżyłaś jedno z najgorszych, więc poradzisz sobie ze wszystkim innym"

Czas pokaże jak się wszystko potoczy.
Pokaże jak będzie dalej.

A ja? będę starała się żeby było dobrze, a czasem sama sobie zrobię krzywdę złymi wyborami. Tak tylko, żeby nudno nie było.

A ludzie? Ludzie gdy będę na dnie mogą pomóc mi wstać, albo położyć się obok mnie. (P.S wolałabym, żeby się położyli. Wstanę sobie sama).



 

 
Lepszego biegu wydarzeń nie mogłam sobie wymarzyć.
Wszystko jest na swoim miejscu, tak jak być powinno.

Siedząc w sweterku swojego mężczyzny, otulona jego zapachem zbieram się do czytania lektury.

Jak było? Było cudownie.
uśmiechy, buziaki, przytulenia,zasypianie i budzenie się obok siebie, wspólne jedzenie, spacery, wygłupianie się, czułe słowa.

zostaw, odejdź, przepraszam, wybacz, szczere rozmowy, wyznania i milion łez.

Czuję niedosyt. Niedosyt jego. Chcę więcej i więcej.

On, on, on, on, on.
Mój i tylko mój. Znów.

KRZYCZ TRYBSON!



iiiii YOLO PRYSZCZOLO!

A Poznań jest niesamowity.

Droga Panno R., kocham Cię nad życie.
Tak bardzo tęsknie.
Co Ty zrobiłaś, że aż tak nie mogę wytrzymać bez Twojego widoku?


Nadal jesteś najważniejsza.
A jakikolwiek facet nigdy Cię nie zastąpi.. Dlatego musisz być zawsze.
 

 
Drażniący mnie temat czas zacząć. Dotyk, czułość, uczucia i seks. Co jeden człowiek, to inna opinia i podejście. Idę się wykąpać, bo śmierdzę jak stopy mojego wujka - żula po tygodniowej śpiączce przebytej w publicznym kiblu na zadupiu. Jak wrócę, kontynuuję ten jakże oryginalny temat.

Zacznę od siebie i swoich zachowań, przemyśleń i innych pierdół, których nikt nie przeczyta, włącznie ze mną. (tutaj wróciłam i czyszczę uszy pałeczkami).


Ja jako 'dzik' (tak często nazywa mnie mama) i dziwak jestem uprzedzona do jakiejkolwiek formy okazywania uczuć i dopiero po bardzo długim i złożonym procesie oswajania, pozwalam sobie na przyjmowanie uczuć innych, a na swoje muszę poczekać po kolejnym długim procesie otwierania.

"Aby dotknąć mojego ciała, trzeba najpierw dotknąć mojej duszy." - Moje słowa, kiedy byłyśmy z P. na urodzinach siostry Pana K. i przejadłyśmy się kryształami, czy jak kto woli - metą. Padały głębokie myśli, a ta opisuje wszystko. Innym hasłem, które zapamiętałam to: "Chciałabym usłyszeć Twój głos, tak jak Ty go słyszysz." MÓZG ROZJEBANY.


Przy moim uprzedzeniu do tego tematu, występuje jednocześnie: po otwarciu i pod wpływem chwili prawdziwego uniesienia; zepsucie, jakim jest przemoc. Przemoc jako adrenalina, jedyny sposób, by poczuć się spełnionym. Przemoc z naciskiem na masochizm, nie sadyzm.

Z obserwacji wnioskuję, że P. podchodzi do tego naturalnie, ale z kilkoma zasadami, które są znakiem szacunku do siebie samej. Lubi seks, lubi pogadać i eksperymentować. Temat jak każdy inny, lecz równie pojebane fantazje, co i moje.


Pan K. jako kolejny przykład, to dla mnie kompletny "zboczuch". Nie potrafi utrzymać rąk przy sobie, ani powstrzymać się od komentarza, czy rozmowy na intymny temat. Jeden plus. Seks dla Niego musi wziąć się z miłości. Podchodzi równie naturalnie do seksu, co Patinka, jednak z widocznie większym popędem, czego przyczyną są dragi...

Apropos... Pewien Pan M. to kolejny wykolejony człowiek, który bez przerwy może mówić i o jednym, i ciągle jest chętny. Narkotyki zrobiły z Niego strasznego zboczeńca. Jego stosunek do tego, czyli 'po koleżeńsku', 'robienie loda to nie zdrada', lub 'fajnej dziewczynie, to nawet palca w dupę dałbym sobie wsadzić'... mówią same za siebie.


Są tacy, którzy mówią dużo, bo nie wiedzą jeszcze, o co w tym chodzi. Są Ci, którzy unikają tematu jak ognia, bo się wstydzą, lub boją. Są ludzie, którzy nie mogą bez tego żyć i Ci, dla których dotyk mógłby nie istnieć.

Znam tych, którzy nie mówią prawie nic, kiedy w łóżku robią wiele. Są osoby, dla których jest to zwierzęce; które robią to z przypadkowymi ludźmi; którzy umawiają się z koleżanką/kolegą na eksces i to nie ma nic wspólnego z uczuciem; które mają dziwne potrzeby i fetysze. Ale nie dziwi Nas, kiedy pies rucha pluszaka...


Mimo wiedzy o zróżnicowaniu postaw wobec intymności, każdy nadal będzie wierzył, że to jego jest prawdą i tym, co powinno być brane za normalne.

Jak mnie wkurwia, kiedy ktoś krytykuje mnie, bo przyjęte jest na NORMALNE, mówienie o seksie, jak o czymś spontanicznym, naturalnym itd, itp. Mało kto pomyśli w taki sposób, że dla mnie NORMALNE jest moje podejście i unikanie drażniącego dotyku.

Dlaczego mniejszość traktowana jest jako gorsza?
 

 
Długi tytuł = słowotok. Apeluję o wyrozumiałość wobec mej skromnej osoby i drugiej z wybujałym ego (nie dziwota, swoją drogą). Albowiem mam rozdwojenie jaźni i rozjebanie serca z nadciśnieniem. Mieć nadciśnienie i brać amfetaminę = człowiek wyjebka, tj. ja. Miło poznać.

A teraz poznajmy zarys P. Trochę nieudolny szkic, bo mam parkinsona, ale wyraźny, bo mam parę w łapie, jak mawiał mój tata i jego kumple, którym się chwalił, że ma córkę kozaka.


P. jest małym przebiegłym chujem, a przy tym słodką i bogatą w wyobraźnię i nieprzeciętność - kobietą. Nawet jeśli zachowa się jak wyrachowana suka, lub debil, przychodzi moment, w którym emocje opadają i...

...empatia przewyższa, bo serduszko to ona ma wielkie i głodne miłości i szczerości. 'Człowiek demolka'. Wpada i znika. Nawet nie wiesz kiedy, ale na pewno nie zapomnisz tego wiatru o delikatnym zapachu, który wywołał gęsią skórkę. A ona tego nie wie... Albo wie, tylko zapomina od nadmiaru spontanicznych decyzji i myśli zasłyszanych.


Słucha tego, czego chce, kiedy ma ochotę lub kiedy ktoś tego potrzebuje, ponieważ jest oddana i zna wartość swoją jak i ludzi wybranych. Wybiera nierozważnie przez głód zrozumienia i poznania czegoś nowego, przez co często cierpi. Bo jak wszyscy wiemy - LUDZIE TO KURWY.

Nie słucha rad, chyba że w ostateczności. Woli sama się sparzyć, niż iść wydeptaną ścieżką. Każda jej wada, jest efektem tego, że jest po prostu dobrym człowiekiem. Naiwność jest cechą ludzi dobrych. Ona jest pełna wiary i zaraża energią. Jest niesamowita, kurwa, że ja pierdole.


Lubi to, co jest niedozwolone, a to Nas łączy, co zabawniejsze. Narkotyki, seks, samozniszczenie, zabawa z ludźmi, zabawa ludźmi, tematy tabu, łamanie prawa, bycie dziwakiem. Jest dziwakiem, który rozumie mnie jak nikt, a ja ją. Najlepsze przyjaciółki? Haha... Żal. Ona jest dla mnie jak siostra.

Czegokolwiek by się nie dopuściła, dla mnie zawsze będzie tą samą dziewczyną z wielkim potencjałem, choć jednocześnie pogubioną w uczuciach i ogólnie... w życiu. Ale to przecież nie tylko ona... Nawet ja gdzieś posiałam mapę.


Potrafimy razem rozmawiać przez kilka dni bez przerwy, szczególnie, kiedy byłyśmy w ciągu amfetaminowym. Potrafimy też wymienić się jednym słowem, lub wcale do siebie nie mówić przez taki sam okres. Ale za każdym razem wracamy do siebie, dla siebie niezmienne i bez zbędnego powitania, otwieramy kolejny rozdział, lub tylko akapit.

Dzięki niej chcę być kimś lepszym, bo to ona toleruje i znosi mnie, kiedy jestem najgorsza. Mam ją, Pana K. i kilka innych równie ważnych osób, ale żadnego z nich nie mogę porównać. Każdy jest indywidualnością i gdybym miała zebrać ich i wsadzić do jednego, dość ciasnego pomieszczenia, to...


... nie wytrzymaliby za długo. Mogliby rozmawiać, ale w końcu by ruszyło coś, co jest nazywane mechanizmem obronnym. P. zdolna do rozmowy z każdym, nawet najgorszą pizdą świata, też by się zmęczyła, mimo swojej osobowości.

P. lubi przebywać z ludźmi i brać od nich, to co najlepsze lub to co intrygujące i warte poznania, bądź posiadania. P. też jednak lubi być sama i wyciskać z siebie ostatnie łzy bez powodu, czy z powodem. Jest masochistą emocjonalnym, choć stara się być sadystą. Mam to samo i wtedy, robię tak, by czuć to samo.


OBIE MAMY ROZPIERDOL W GŁOWIE I ZAWSZE CZUJEMY TO SAMO, BĄDŹ PRZYNAJMNIEJ PRÓBUJEMY ZROZUMIEĆ JESTEŚMY DLA SIEBIE SIOSTRĄ, MAMĄ, SZWAGREM NAWET I CHUJ KOMU DO TEGO JAK SYJAMY, POŁĄCZONE, CZY CHCEMY,CZY NIE CHCEMY, SKAZANE JESTEŚMY NA SIEBIE. I NAWET PO DŁUGIM ROZSTANIU, NASZE DROGI SIĘ KRZYŻUJĄ I POKAZUJĄ, ŻE JESTEŚMY NIEZNISZCZALNE.

NIEZNISZCZALNE, BO WYJĄTKOWE I NIENORMALNE. Z BOGATYM ŻYCIORYSEM (JUŻ W TYM WIEKU), A TO WSZYSTKO DLATEGO, ŻE W PRZECIWIEŃSTWIE DO INNYCH I MIMO OGÓLNEJ DOJRZAŁOŚCI, ZAWSZE BĘDZIEMY (BO, KURWA, CHCEMY I KURWA, MOŻEMY) NIEDOROSŁE.


"Nie pytaj mnie o życie, bo nic nie wiem"... Usłyszałam w jakiejś piosence. Boję się przekroczyć granicę wieku, która zobowiązuje mnie do bycia dorosłym. Im starsza jestem, tym bardziej unikam rozmowy o liczbach, doświadczeniach i przemijaniu.

Zapominam o tym, ile mam lat i choć nie mam ich wcale wiele, to nie mogę się pogodzić, jak łatwo przychodzi mi starzenie. Nie boję się śmierci, oczywiście, że nie. Boję się przeminąć i zostać zapomniana, bo zapomnienie jest dla mnie największym lękiem. Do tego jeszcze obojętność wobec mnie ludzi najważniejszych... To chyba moje dwa największe lęki, wobec których strach przed motylami jest niczym.


Swoją drogą, jak się komuś nudzi i lubi czytać pierdolenie o depresji, życiu i ćpaniu to niech wejdzie na mojego starego, zjebanego jak ja sama bloga: http://lolmisie.pinger.pl/ .

Połamania mózgu życzę. Skończycie w jednej grupie terapeutycznej, lub ośrodku, co ja, kiedy tylko spróbujecie pojąć ten świat, w którym żyję ja i kilka innych zjebów.


PS. Kocham Cię, Patinka. (i chuj mi w dupe.)
 

 
Ktoś może mówić, że to pierdolenie nastoletniego zjeba... No i taka prawda, i chuj, bo to moje pierdolenie i ciągnę dalej, co zaczęłam.

"Nie potrafię sprecyzować, co siedzi w mojej głowie. Myślałam, że przejdzie samo. Myślałam/myślę, że to sobie wmawiałam/wmawiam. To zwykłe urojenia, ale teraz, kiedy straciłam siłę, by walczyć... Chciałabym czasem, żeby ktoś mi pomógł, bo może faktycznie coś jest nie tak z psychiką u mnie. Ale ona mi nie pozwala. Czy ja jestem chora?"


"Jaka ja jestem żałosna. Wymyślam o rzeczach niestworzonych. Jestem zwykłą użalającą się, głupią hipochondryczką. Tracę coraz częściej kontrolę nad kontaktowaniem z rzeczywistością. Przestaję walczyć i chyba niedługo się poddam."

(...)"Już nie wiem, co było/jest naprawdę, a co sobie uroiłam. Dlatego chciałabym, żeby ktoś, jakiś specjalista powiedział 'jesteś głupia i wszystko wymyślasz' lub 'masz schizofrenię/depresje/BPD/cośtamcośtam/chujemuje i powinnaś się leczyć'. Mam powoli dość."


(...dużo marudzenia i 'pierdolenia o szopenie')"Jestem zamknięta w myślach i czasem nie potrafię się wydostać nawet na chwilę. Nie potrafię się skupić. Ciężko mi utrzymać jeden wątek. Tracę poczucie czasu. Zatrzymuję się i nie ma mnie. Znikam w myślach, obrazach..." I tak dalej...

Miałam wtedy 14 lat... Boże, jak śmiesznie. Takie dziecko pokrzywdzone, na uboczu, widzące tylko czubek własnego smutnego nosa. Skąd to się brało i bierze nadal... Bo jestem pokrzywdzonym przez życie narkomanem, taka sytuacja. P. ją zna dobrze i wiele innych.


Pan K., kiedyś pocieszając mnie w "depresji detoksowej", powiedział coś w stylu: 'Głupia jesteś, a nie słaba. Zobacz, ile razy przechodziłaś podobne momenty załamań, na granicy wytrzymałości, na wykończeniu... I nadal jesteś, a to dowód, że jesteś silna.

(...)Przez całe życie coś się działo. Miały miejsce rzeczy nie na miejscu. Kiedy byłaś sama, kiedy Cię krzywdzono, kiedy przeżywałaś piekło... Uśmiechałaś się i żartowałaś, zapisując wszystko, co toczyło się wokół. Stworzyłaś świat na wzór teatru, a samą siebie mianowałaś reżyserem, dzięki czemu stałaś się w swoim mniemaniu nieśmiertelną, kimś kogo nie można złamać. Zbudowałaś mur obronny i trzymasz dystans wobec rzeczywistości'.


Kto z Was jeszcze "WIDZI RZECZYWISTOŚĆ, INACZEJ NIŻ JEST W RZECZYWISTOŚCI"?

Wiem, że tak naprawdę nie jestem wyjątkowa i są ludzie, którzy bardzo dobrze znają język, którym się posługuję i czyta każde zdanie ze zrozumieniem stanu, w którym były one pisane.
 

 
Dwa dni temu się zjarałam, wczoraj się zjarałam, dzisiaj się zjarałam, a do tego zajebałam kreskę. P. dała po nosie wczoraj z dala od rodzinnej dziury, zwanej miastem i z dala ode mnie. Albowiem wczoraj wyjechała do swojego byłego chłopaka, który na drugie imię ma zjeb, co może się wzięło stąd, że jest zjebany. Tak myślę...

Czuję się dobrze, po takim czasie trzeźwego stąpania po ziemi (choć niezupełnie, bo schizofrenia ustępuje dopiero po 3 tygodniach, a ja wytrzymałam 15 dni = 2 tygodnie 1 dzień). Wiszę ponad gruntem i jestem spokojna.


W głowie mam wiele myśli i kilka pytań, które są głośniejsze niż ogół. Czy będę żałować? Na pewno nie dziś, póki jestem wolna... Mimo krat uzależnienia, które można równie dobrze nazwać zniewoleniem. Zniewoleniem ciała, uwolnieniem umysłu.

Czas oczyszczania był bolesny dla umysłu i ciała. Gnicie dawało o sobie znać na każdym kroku. Wątroba krzyczała, żołądek był słaby, serce wariowało, żyły się zaciskały, marzły ręce i drżały na tyle mocno, by móc porównać do parkinsona.


Jeśli chodzi o stan umysłu... było dwa razy gorzej. Paranoje, rozdrażnienie, apatia... Dalej smutek, zmęczenie, rozpacz... Następnie obojętność, strach, skryty krzyk... I jako wisienka na torcie poczucie samotności, wyparcie i nieodparta chęć samozniszczenia.

Wczoraj miałam lekkie wyrzuty sumienia, co jest zwykłym rozumem, który się zawiódł sam na sobie, że nie był na tyle przekonujący, silniejszy niż pożądanie. Kreska dzisiaj jest zupełnie inna, ona mi dała inny rozum z czystym myśleniem - oczyszczonym z nieprzyjemnych słów trzeźwości.


Co dalej? Jutro wszystko do nowa, od podstaw i ze świadomością. Moją pasją jest destrukcja. Zawodowo autodestrukcja. Zdobyłam wszystkie punkty w testach na długodystansowego samobójcę. Zasłużenie, bo doświadczenie zbierałam przez lata od 5/6 klasy szkoły podstawowej.

O ironio, nawet kiedy miałam linę na szyi, dziesiątki tabletek w żołądku, 2 gramy amfetaminy, gram zioła we krwi, metylomorfinę, metamfetaminę, barbiturany i inne gówna, czy żyletkę, szkło, nóż przyłożone do tętnic... zostawiałam sobie wyjście awaryjne, lub zwyczajnie nie doceniałam swojego organizmu, który przetrawił więcej niż by mógł.


Czekam od zawsze na to, kiedy poważnie zachoruję, lub będę na tyle sponiewierana, by nie mieć obowiązku życia. Zapomniałam jednak o jednym... Że jestem chora! O kurwa, no co Ty nie powiesz... A w styczniu, bo wtedy mam wizytę u psychiatry, zostanie to potwierdzone, złożonym przez lekarza podpisem na tak zwanych żółtych papierach.

Ostatnio, kiedy nie mogłam spać, co było skutkiem złego stanu, wyjęłam pamiętnik, który prowadziłam od zerówki. Odnajdywałam ciekawe wpisy, pisałam o swojej odmienności, rzadkich zdolnościach, nazbyt dojrzałe myśli, jak na wiek, np. 10 lat... a jeden zapamiętałam, jako podsumowanie.


Cytuję: "Wydaje mi się, że nie istnieję, jestem narratorem, wytworem wyobraźni. Jestem świadoma wszystkiego, ale nie tego, że istnieję." (I niepewna wszystkiego jednocześnie)"Już nie mam siły. Ukrywałam swoją drugą osobowość, tę drugą mnie. Bo dzielę się na dwoje. Ta druga przeszkadza mi bardzo. Szydzi ze mnie, atakuje myśli, podsuwa okropne obrazy..."

"...wprowadza w stany szału, psychozy. Czasem potrafię przestać jej słuchać i też potrafię zapanować nad wybuchami, jedynie obrazów nie potrafię powstrzymać. Początkowo myślałam, że przez to jestem wyjątkowa. Uważałam, że jestem niezniszczalna, posiadam moce. Tak często nie byłam sobą. Tak wiele przez to wyrządziłam krzywdy."


Zaraz zaśmiecę ten blog ciągiem dalszym tego wpisu z pamiętnika, kiedy miałam 15 lat oraz zacytuję inne, które uważam za ciekawe. P. - przepraszam. Zrozumcie człowieka na fazie...
 

 
2 w 1.
ćpać i kochać się.
poczuć w nosie proszek i członka w mej kobiecości.

Wylizałyśmy, (tak wylizałyśmy xd) dziś z R., rurki, gripy i pudełka w których była trzymana feta. Sam fakt sprawił, że było pięknie.


ach, tak? cóż.. obłęd.
 

 
Barmańska nic nie dała, bo tylko 3 kieliszki i musiałam zawijać do domu. Zawinęłam i siedzę, piję kawę i nie wiem, co dalej.

Gdzie Ty jesteś? - sama mówię do siebie. Tak mi jest przykro z wielu powodów, których unikam, a swoją rozpacz pokazuję śmiejąc się do rozpuku. Jak łatwo mi przychodzi odciąć się od problemów.


Czuję się jakby tylko namiastka człowieczeństwa we mnie została. Poddaję się świadomie "chorobie uczuć", zwaną narkomanią. Poddaję się sobie. Poddaję się lekarzom - psychiatrom - psychologom, jak szczur doświadczalny. Poddaję się ludziom ulubionym.

Pasuje mi to życie, póki nie przypominam sobie o "ciemnych stronach mocy". Powinnam wytrzymać przynajmniej trzy tygodnie, powinnam... I co z tego? Jestem silna patrząc na to wszystko, co przeżyłam, P. tak samo. Jednak za słabe jesteśmy, by odmówić wolności... CZEGOŚ, co sprawia "że życie ma sens". A to już w ogóle nie ma sensu. Coś co sens nadaje, jednocześnie go odbiera. Pierdolone oksymorony! Pierdole to. Idę stąd, nara.
 

 
feta, feta, feta
brak.

bramańska? okej, joł.

Co za zjeb i ja też... Pić się chce i ćpać. i chuj Wam w dupę.

Nie pić się nie chce, ona tylko. Ale okej, ja dotrzymać towarzystwo.

Takie MY dojrzałe... Aż żal siebie. Kiedy wrócę do domu przez skype będziemy oglądać film "Że życie ma sens". Jestem na takim ciśnieniu, że tylko barmańska uratuje sytuacje we mnie.

I ja też mam duże ciśnienie...
I ćpać, ćpać, ćpać. I pójdę! I uratuje swój mózg!

Niestety tak to wygląda. Same się nakręcamy i śmiejemy, a kiedy zostajemy tylko same, płaczemy do poduszki, albo inne chuje. I kogo to obchodzi? Nikogo. Ot co. Idź po barmańską...

To pójdźmy tam, okej?

No to jazda. Będziemy pić, a we wtorek złamiemy postanowienie i się zaćpiemy w trzy dupy. Przykro mi mamo, tato, Panie K., ale kocham ćpać!

Bywajcie pól-ludzie, pół-ćpuny. Idę być sobie ćpunem gdzieś indziej.
 

 
Miliony słów nie starczą do opisu jednego uczucia, którym jest samotność. Może i jest upierdliwy Pan K., który zrównał mnie z ziemią i nadgorliwa mama, ale wypierdalać wszyscy. Kłamcy, mówili, że będą ze mną.

Czwarty dzień detoksu. Załamanie nerwowe. Nie daję rady, chuj mi w dupę. Dociera do mnie wszystko coraz mocniej. Ciekawe, kiedy oficjalnie dostanę żółte papiery i tabletki. WYPIERDALAĆ KŁAMCY.
 

 
Wszystkim sucho jest w ustach i w myślach. Ja mam wyjebane, P. umiera, a M. jest wściekła. Waliłyśmy po nosie to samo, a tak różnie. Nie wiem, co ja pierdole.

Jutro zaczyna się grudzień, a co za tym idzie - detoks i naprawianie od podstaw "życia". Może być zabawnie. Ale póki co piję herbatę i próbuję dojść do tego O CO CHODZI. Siedzę, piję herbatę i nie wiem nic. Obojętność od stóp do głów.


To co było wczoraj, bardzo szybko zleciało. To dlatego, że byłam szczęśliwa. Byłam szczęśliwa, bo byłam wolna. I tak dalej, i tak dalej... Równie przerażające, jak piękne jest to przejście z upadlającego się wraku w wrak, który zapomniał, że nim jest.

W nocy pisałam, o moim otrzeźwieniu (o ironio)po kresce i o tym, że pojęłam znaczenie stwierdzenia psycholog: "nie postrzegasz rzeczywistości, takiej jak jest w rzeczywistości", albo coś w tym stylu. Długi temat i nie chce mi się nic, bo jestem skończoną idiotką, która nawet nie ma doła po tym wszystkim, co się stało. No cóż... Wyjebane.
 

 
`Mieliśmy być poza krzykiem, ale ten wrzask wyszedł prosto od nas.
Byliśmy twardzi, silni i chamscy,a teraz jesteśmy mali, zagubieni i przerażeni.
Łamiemy sobie nawzajem serca, łamiemy sobie klatki piersiowe, a ból jest tak rzeczywisty, jakbyśmy mieli złamania otwarte.
Takie to wszystko obrzydliwe,takie chujowe i nie do pojęcia.
Przecież, to była miłość, nadal jest przecież.
Tylko.. Tylko, że kurwa już niedługo i patrzę na niego i mam przed oczami zegar i mam ochotę krzyczeć, nie przestawać krzyczeć.
Ale nie.. nie mogę,nie mogę..
Jego dłoń przesuwa się po moim biodrze i ja to uwielbiam i kochamy się, długo, brzydko i niesamowicie dobrze i trochę rozpaczliwości w tym jest, trochę jakby wszystkiego "na zapas", żeby nie brakło, żeby nie żałować, że za mało, chociaż zawsze będzie za mało. I zasypiamy. Przykryci-tak jakby kołdra chroniła przed złem świata i zatrzymywała czas.
Chowamy głowy w ramionach,w klatkach piersiowych. Splatamy dłonie, zaciskamy powieki, udajemy, że wcale nie chce nam się wyć.`
  • awatar Gość: Great depth ;-) my website - http://journal-cinema.org/
  • awatar Gość: Simply on the internet bank things out ... adore the images! I attempt to discover by looking at other photos, too. my website - http://onlinesmpt200.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Twoje usta są doskonałe.
Choć gorzkie, smakują najlepiej na świecie.
Jednak budujesz niszcząc.
 

 
Mówią na mnie Patrycja.

*KIM JESTEM? Emocjonalnym wrakiem, który czeka na cud.
Na zewnątrz drobna, niewinna, niepozorna blondynka. W środku niepoukładana, nie radząca sobie z rzeczywistością istota. Chaotycza, nerwowa, roztrzepana, zagubiona, mądra, pomocna, zaradna, uczuciowa kokieterka.

*GDZIE JESTEM? Na dnie otwartego pudełka. Związana, lecz mogę się rozwiązać. Mam możliwość, aby wspiąć się po drabinie na górę dążąc do naprawienia swojego życia. Jednak potykam się o własne nogi i ciągle spadam.

*JAK JESTEM? Działam pod wpływem emocji, pod wpływem chwili. Chce się podnieść, lecz brak mi wiary w siebie. Nie mam motywacji. Czuję, że upadam psychicznie. Zadręczam się i dużo myślę. Chcę, aby było lepiej lecz mało robie w tym kierunku.

*A WCZEŚNIEJ? Życie ubarwiała mi miłość. Kochać i być kochanym. Przytulać i być przytulanym. Stanowiła ona najważniejszy element. Oddanie się jej to coś wielkiego, niesamowitego, niezwykłego. Jest lekiem na całe zło.

*CZEGO CHCĘ? Chciałabym zawalczyć...


"Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób by pójść naprzód."
 

 
Wstęp ode mnie, od [R]oksany (nie przyzwyczajona jestem do tego imienia, więc nie będę go używać).

[ZRESZTĄ CHUJ TO KOGOKOLWIEK OBCHODZI]

*KIM JESTEM... deszczem, wiatrem - przemijam. Cudakiem, sceptykiem, dziwakiem, magikiem, obojniakiem, chemikiem, cwaniakiem. Mam jedno ciało, a jakby kilka dusz i każda od siebie różna, a ja rozrywana sprzecznościami - ciągle jestem zdezorientowana. "O co chodzi?" - jak motto. "Kim jestem?" - już nie wiem, zgłupiałam.

*GDZIE JESTEM... Jestem w NIEISTNIENIU. Najczęściej jest to puste, ciche miejsce. Niezmienna, ciemna i senna miejscowość, z której nie jestem gotowa się wydostać. Nie teraz. Teraz nie mam siły i nóg, by dogonić, co ominęłam leżąc w miejscu.

* JAK JESTEM... jestem? Na wstrzymanym oddechu stoję w miejscu praktycznie bezludnym. Mam pauzę w istnieniu, a życie, jak rzeka płynie dalej beze mnie - głaz. Gdzieś się potknęłam i upadając zgubiłam mapę. Mam tylko na drogę blizny - ikony doświadczenia i dowód mojego jebanego istnienia.

*OD SIEBIE... Będę pisać, bo pisanie jest moją pasją, może nawet obsesją. Rzygam słowami, które słyszę w obolałej głowie. Rzygam nimi, jak teraz i przelewam myśli, uczucia i inne mniej twórczo nazwane - sranie w banie niedorosłej idiotki.

*JESTEM TYM, CO PRZEŻYŁAM, CO ZOBACZYŁAM, CO USŁYSZAŁAM, CO ZABIŁAM I TYM, CO ZABIJA MNIE. *

*JESTEM PLASTELINĄ, KTÓRA W SWOIM KRÓTKIM ŻYCIU ZDOBYŁA ZA DUŻO DOŚWIADCZENIA I FORMĄ, KTÓRA ZMIENIAŁA KSZTAŁT POD WPŁYWEM BRUTALNEGO ZDERZENIA Z RZECZYWISTOŚCIĄ. JESTEM NIEWYJĄTKOWA, BO WIELU ZBUDOWAŁ PODOBNY SCENARIUSZ.*